Arena Arena 2004... Kraków...
Ten turniej zapamiętam na zawsze...
Jedna z najfajnieszych i najlepiej zorganizowanych imprez na jakich byłem. To po pierwsze...
A po drugie doskonała zabawa i dobry wynik.

Moja rozpiska wyglądała nastepująco:
Wampir Count Blood Dragon 1lv - dwa scrolle, przerzuty i +1 do siły w szarży(?), dwurak i takie tam...
Wampir Thrall Blood Dragon Sztandar Bitewny - Cursed Book Wight Lord - dwurak i reszta
Nekromanta - dwa scrolle

10 Black Knightów z Banner of Doom
11 Black Knightów z Banner of Barrows
5 Fell Batów

2 Banshee


4 piątki wilków
kilunastu zombiaków i 5 ghouli

Rozpiska dziwnie znajoma :) Ale Szmaja miał nie jechać więc grzecznie poprosiłem o użyczenie praw autorskich. No i jako prawdziwy kumpel się zgodził. Tylko że coś musiał skaszanić. Dał wampirowi jakieś +1 do siły... Do dziś mówi, że to błąd. Wybaczam. :)

Nasza ekipa na ten turniej dzień przed wyjazdem wyglądała następująco:
-Marcin Brytan - nasz jedyny gorzowski reprezentant w WH40K
-Szymon The Mad - klubowy chaośnik
-Łukasz Żyłka - imperialista ze Starego Kisielina
... no i ja - kierowca

Nie wiem jakim cudem ale w ostatniej chwili dołączył do nas Szmaja. Na dwie godziny przed odjazdem zadzwonił do mnie i powiedział, że jedzie (Szmaja - Imperium :P).

Podróż przyjemna jak nigdy. Podczas jazdy towarzyszyła nam znakomita muzyka Mandaryny, Boysów i innych kosmitów. Przyjechaliśmy troszkę szybciej niż przypuszczałem, jakieś 3 godziny za wcześnie. Więc zaliczyliśmy jakieś papu i poszliśmy spać.
Rano udaliśmy się na miejsce konwentu i powoli zaczynaliśmy grać. :)

Losowanie i gram z HE. 4 magów kilka rydwanów, 4 bolce i kilka kwalerii po 5 w tym DP ze szmatka. Szybka bitwa... Wybiłem wszystko oprócz magów i bolca. Remis... dla mnie:)

2 bitwa. Scenariusz preferujący armie ofensywne, czyli takie jak moja.. :) Padło na biednego Niedzielka i jego dwarfy... więc po drugiej turze podaliśmy sobie ręce...
masakra dla mnie.

W międzyczasie poszliśmy z Niedzielem zobaczyć co mieliśmy w samochodzie. Więc wrócilismy ze sprjatem ;)

3 bitwa. Już wesoły i zadowolony. Nawet bardzo przystąpiłem do bitwy z Jarkiem Gawinem z Częstochowy. Jego zielona armia miała czterech magów, co było conajmniej niepokojące. Uspokoiłem się kiedy paru zielonym adeptom wybuchły główki. Ogólnie przeciwnik miał wiele pecha i zakończyliśmy po trzeciej albo czwartej turze. Świetny gracz i porządny człowiek. masakra dla mnie...

Wieczór był dobry... tylko nie mogę z niego zdać relacji.

4 bitwa. Więc dostalem Kostka i jego beastmenów. Chciałem zrewanżować mu się za Strategicon z przed roku. Zaczęło się od szachów. Kiedy byłem już na właściwej pozycji... Zaszarżował na mnie oddiał bestigorów z lordem i rydwan. A to przez to, że źle obliczyłem odległość. Mimo to odbili sie po 2 turach walki z jazda wampirzą. Resztę (w tym moba ze sztandarem bitewnym) zabili zombie i drtuga konnia z panem W. masakra dla mnie...

5 bitwa. No to na koniec Jankiel, jak się okazało plewa. ;) Znów szachy :/ Ale przeciwnik złapał się na pułapkę. Dość ryzykowną z mojej strony. Wbił się smokiem i BSB na rydwnie w kawalerię z panem W od boku. Konnica przetrwała to i w smoka i jego pana od boku wjechali inni brzydcy i niedobrzy panowie na czele z wampirem i jego konikiem. W pierwszej turze wbiłem 4 rany lordowi, ale ten miał regeracje i zrobił z niej pożytek. Jednak sam smoku pocisnął mojemu generałowi 2 rany, więc nie było wesoło.
W następnej turze walki mój kolega wypłacił już wszystkie ataki, kiedy przypomniało mi się, że mam konika wampirzego, więc Jankiel przerzucił ataki i smok nie zranił mego generała, a kopyściuch zranił lorda elfickiego, a ten... się nie wysejwował ani się nie wyłordował, ani się nie zregenerował... co świadczy o tym, że Jankiel to plewa bo nie umie rzucać kostkami;) Mała dla mnie...

Po tej bitwie juz nic nie mogło mnie zaskoczyć... Więc powiedzieli, że wygrałem i sie cieszyłem w drodze powrotnej przy rytmach żony lidera Ich Troje ;)

Dzięki wszystkim za grę i miłe towarzystwo.

Pozdro600 Buszman


© 1999-2004 KLUB GIER BITEWNYCH "ROGATY SZCZUR"