|
Hail!
Dnia 6 i 7 września odbył się w Zielonej Górze turniej w battla.
Wypadałoby rzec kilko słów o konwencie więc cóż... atmosfera
100% pełen luzik, brak przepychu znanego z Teleportu, porządne
ubikacje;)
W samym turnieju wzięło udział 16 graczy, przyjechała ekipa z
Wrocłwia, były osoby z Poznania a nawet z Miasta Neptuna.
Mocarny Gorzów reprezentowałem JA oraz Szymon, któremu gratuluje
zajęcia 6 miejsca.
Na turniej zabrałem moje ulubione Imperium w składzie:
Grand Master+Sword of Power+ E.Shield+ Holy Relic
Battle Wizard 2lvl+warhorse+ dispel+ specullum
Battle Wizard 2lvl+ 2 dispel sroll
Battle Wziard 2lvl +dispel+ doomfire ring
12 handgunners
12 handgunners
10 Knigts of the inner circle+ CG+ war banner
5 huntsman +czempion
3 great cannon
1hellblaster
steam tank wiadomo z hellblasterem
Co do rozpiski to byłem mało przygotowany, gdyż nie miałem
okazji jej wcześniej przetestować, ale zdecydowałem powierzyć tę
sprawę w ręce Sigmara, mając nadzieje, że wszystko przebiegnie
bez większych problemów.
I BITWA
Przyszło mi ją stoczyć z kolesiem z Wrocka, który grał
Lizardami. Jego rozpiska zrobiła na mnie całkiem spore wrażenie,
mianowicie koncepcja całej armii opierała się na skirmish'u- 7
oddziałów skinków, 3x3Terradonty, kameleony, 6 salamandr, 3
magów oraz Saurus Lord, biegający killer z 9 szybkości...
Naprawdę nie miałem pojęcia jak się do tego zabrać.
Wygrałem rzut na rozpoczęcie, plan był taki, żeby zdjć mu jak
najszybciej flyersów, a resztą martwić się później. Magia
niestety bez żadnych rewelacji (przeciwnik miał 6 srolli!),
strzelanie minimalnie lepiej, zabiłem dwa terradony, które i tak
zdały panikę. Ciekawy był fakt, iż wszystkie ich trzy oddziały
usytuowane zostały na jednej flance, na wprost moich
hellblasterów. Tak więc ptaszki na maksa do przodu, licząc że
wyminą kulki. Salamandry i skinki również zaczęły marsz w stronę
jednej armaty i oddziału handgunnów. Z czarów wszystko
zdispellowałem a przy strzelaniu nie było zasięgu. Nadszedł
bardzo ważny moment, czołg wygenerował parę, jazda zajęła
pozycja tak aby mogła w razie czego zaszarżować na salamandry.
Lewa flnka nadal broniła się doskonale, zdołałem spanikować
jeden oddział skinków (zostały jeszcze 4...) Przyszedł czas żeby
hellblastery pokazały swoją destrukcyjną moc i udało to się w
100&!! Z trzech oddziałów Terradontów pozostał jeden jedyny
model, który wykonał szarżę na hellblastera i go w drugiej turze
walki zlikwidował. Jednak strata szybkich latających jednostek
dała się wyraĽnie odczuć przeciwnikowi, praktycznie pozbawiła
jego armię szybkości. Wielki saurus widząc zagładę dzielnych
skinków i ich "wierzchowców" zapałał rządzą zemsty. Nie zważając
na niebezpieczeństwo uniósł w górę swój oręż, odmówił chyba już
ostatnią modlitwę do swych bogów i z głośnym rykiem popędził w
stronę kawalerii. Dostawił się tak, że jedynie czempion mógł
rzucić mu wyzwanie, oczywiście zginął, ale jaszczur i tak był na
breaku, którego zdał. W następnej rundzie do walki przystał mag
wykorzystując specullum (zamienił się z przeciwnikiem A, S, T,
I), po krótkiej wymianie ciosów prastary gad był już na takim
minusie, że podwinął swój ogon i zwiał tylko po to aby zostać
wdeptanym w ziemię przez imperialną kawalerię, której oprócz
tego udało się złapać w gonitwie salamandry. Czyli na prawej
flance sytuacja była już opanowana jednak lewa strona
przedstawiała się nieco gorzej. Murek, za którym stali
handgunnersi ochronił ich przed strzałami skinków, ale nie
salamandrami. W sumie straciłem armatę, maga i oddział handgunów
zanim zdołałem przybyć na pomoc czołgiem i jazdą. Trzy oddziały
skinków widząc buchającego parą stalowego potwora postanowiły
uciec reszta zginęła pod kopytami jazdy. Bitwa była wygrana, z
armii przeciwnika zostali trzej magowie i jedna salamandra.
Wynik: 17 do 3 dla mnie.
II BITWA
Kolejny gość z Wrocławia, ale tym razem Skaveny. Muszę przyznać,
że scenariusz w jaki grałem tę bitwę był chyba najgorszy (o ile
nie najgłupszy) ze wszystkich. Mianowicie biegało o to, że ten
kto wygra rzut kostkś wybiera: albo zaczyna pierwszy i wtedy
wybiera też połowę, ale rozstawia sw armię pierwszą. Rzut
wygrałem i postanowiłem zacząć. Problem tkwił w samym
rozstawieniu bowiem stoły miały tylko 48'x48'. Chciałem jak
najszybciej uderzyć w serce jego armii, oddziału plag monków z
warlordem. Do trzeciej tury wszystko szło jak najlepiej, gdyby
nie te je^*$#$%!!!! tunnelingi. Rozstawiłem magów w lesie wraz z
huntsmenami tak aby nic ich nie mogło zaskoczyć. Okazało że się
przeliczyłem i to bardzo. Szczurki nie dość że nie wyszły tam
gdzie się spodziewałem to na dodatek zniosło ich 10' oczywiście
w kierunku magów-po moich czarodziejach nie było już czego
zbierać. I ten właśnie fakt zadecydował o mojej klęsce. Od razu
dostałem łupnia z magii, Długo broniła się jazda, jednak
wyniszczona walki z cancersamii ostrzałem z magii przestała
istnieć. Dobrze, że nie straciłem chociaż Grand Mastera. Podobał
mi się jednak moment kiedy samotną armatą i grupki czterech
handgunnersów uadało mi się spanikować po strzale z kartacz
regiment 25 clanratów! Wynik oczywiście był już przesądzony i
pomimo faktu, że dużo mu jeszcze zdołałem zabić tym razem było
17 do 3 dla przeciwnika.
III BIWTA - kochane krasnale;)
Po drugiej walce miałem zaledwie 20 punkciorów ( o 20 za
mało;)), ale dalej mogłem się liczyć w turnieju gdyż osoba
prowadząca miała punktów 30. Bardzo chciałem teraz zagrać z
armią, którą się przyjemnie "miażdży" i....... dostałem Dwarfy!
grał nimi koleś z Zielonej, rozpiska baaaaaaaardzo klimatyczna:
mighty hammers, clansmeni, thundersi, działko, bolty, katapulta
i o dziwo raz organki. Standardowa 10 minersów i jacyś śmieszni
herosi z Dwarf Lordem na czele. Zapowiadała się przednia zabawa,
ale postanowiłem mimo to zachować ostrożność mając w pamięci
bitwę Lorda von Szmajewskiego z Dwarfami na poprzednim
teleporcie. W scenariuszu tym dodatkowym bajerem była "grudka"
którą mógł wziść każdy charakter lub czempion i jeżeli utrzymał
ją do końca bitwy, wtedy +600VP. Krasnoludy swoje wojsko
podzieliły na dwie części z thundersami na górce pośrodku. Ja
preferuję jednak inny rozkład sił i naprzeciwko hammersów z
generałem stanęły moja kawaleria i stem tank. Działa
rozmieściełem tak, by przynajmniej mogły zająć się wrogimi
maszynami. Bitwa od początku do końca biegła po mojej myśli.
Koleś zaczął, ale i tak nic mi nie zrobił. Przyjemny był fakt,
że na środku stołu stał mały lasek, tuż obok objectivu, tak więc
huntsmani a raczej ich szef od razu zajęli się
zabezpieczeniem "cennego towaru" Kawaleria podniosław w górę swe
sztandary, czołg aż zatrząsł się gdy para a mało co nie
rozsadziła mu bojlera i słynna Pancerna Pięść generała Brzozy
ruszyła po zwyciestwo. Wspomagana ostrzałem z armat ze stratą
jednego kawalerzysty dostała się w pobliże krasnoludzkiego
głównego regimentu. W turze magii zdołałem wysłać na drugą
stronę runsmitha ( total power master of wood). W następnej
turze krasnoludy widząc swoje rozpaczliwe położenie skupiły
nędzne resztki sojej artylerii w stronę czołgu, ale zagłada ich
wojsk zdawała się być nieunikniona. Z całym swoim impetem
Imerialni Templariusze wbili się w regiment krasnoludów o
srogich twarzach dierżących wiekie, oburęczne młoty. Czołg
Jechał troszeczke wolniej dlatego zdaołał zająć pozycję do ataku
na flankę hammersów. Mniej więcej w tej turze wykopali się
minersi, jednak wystarcyły dwa strzały z kartaczy by posłać
kolesi do piachu. Dalej wszystko potoczyło się z górki.
Kawalerzyści wraz z Grandmasterem bezlitośnie wyrzezali
hammersów, reszta strzelała do czego się dało. W swojej
przedostatniej duże drugi regiment dwarfów rozpoczął swój
barwurowy marsz przez istną dolinę śmierci;) po dwóch salwach z
obu handgunnów i hellblastera, z regimentu ostał się jedynie
runsmith, któremu z jedną raną udało się uciec od tej masakry.
Jazda swoją robotę zakończyła w piątej turze: hammersi zostali
wybici do nogi a lord zginą od pościgu. Niestety dwie tury
ostrzału czołgu zniszczyły stalowego behemota, ale i tak
niczego to nie przesądziło. Jeszcze tylko ostatnia moja tura i
zniszczenie kolejnych dwóch maszyn i mogliśmy sobie podać rękę.
Moje straty to czołg i jedna armata oraz mag (zginął w pojedynku
z lordem), z armii przeciwnika został boltthrower, runsmith i
paru thundersów. Oprócz tego dostałem dodatkowe 600VP za
kontrolowanie rudy. Ostatecznie 20 do 0 dla mnie.
Zwycięstwo to podniosło mnie lekko na duchu gdyż wciąż nie
miałem tak dużej straty do prowadzącego -tylko 10p. Reszta dnia
a raczej nocy zleciała na wspólnym ognisku, oglądaniu filmów i
graniu na kompie w Unreal'a;), mimo to spałem całkiem dobrze.
Bitwa IV
Bratobójcza bitwa - Imperium vs. Imperium. Przeciwnik miał trzy
jazdy po 8 (w tym white wolfs), 3 cannony, czołg z
hellblasterem , grandmastera i trzech, (?) pierwszopoziomowych
magów. Graliśmy w scenariusz, gdzie przed bitwą należało wybrać
od 2 do 4 oddziałów, które będą wychodzić w następnych turach.
Jego rozpiska nie była zbyt mobilna, a na dodatek dwie kawalerie
musiały odejść. Ja byłem w troche korzystniejszej sytuacji, gdyż
wystawiłem handgunnersów.
Wojska rebeliantów zajęły swe pozycje, na jednym skrzydle
stanęła kawaleria wraz ze swoim generałem, dalek na drugiej
flance stanął za lasem czołg. Magowie pochowali się w lesie a
działa zostały rozmieszczone na całej lini. Z kolei u mnie
rozstawienie wyglądało tak: Na przeciw jego kawalerii stanął
czołg oraz moja jazda. Działa ustawiłem tak, bym był w stanie
strzelić do steam tanka. Huntsmani ulokowali się na przeciwko
wrogich magów, tak by zajęło im tylko trzy tury dojście do nich.
O moich czarodziejów tym razem nie musiałem się martwić gdyż
również stali bezpiecznie w lesie. Rzut na rozpoczęcie wygrałem
ja, tak więc miarka w dłoń i do dzieła! Czołg zajął pozycję tak
aby mógł szarżować w następnej turze na jego kawalerię. Moja
konnica również się ruszyła jednak pozostała nieco w tyle. Na
magię nie miałem co liczyć (miał sześć srolli), a strzelanie
wypadło beznadziejnie:( jedno działo missfire, w pozostałych
kule się dalej nie potoczyły... tyle, że przeciwnik już miał
pewne problemy. Zorientował chyba się, że jego czołg stał
zdecydowanie za daleko od zbliżającego się niuchronnie miejsca
konfliktu. Wyjechał z lasu, i przyszykował się do ostrzału
mojego hellblastera, którego a propos wystawiłem mniej więcej na
środku. Jego strzelanie okazało się równie niefortunne co moje
tak też pierwszą turę zakończylśmy bezkrwawo. Druga tura i
pojawia się doskonała okazja: zarówno czołg jak i moja kawalerią
mogą wspólnie zaszarżować na jego konnicę. Wygenerowałem maks
pary i zadeklarowałem obie szarże. I tu pojawiły się problemy:
mianowicie najpierw przesunąłem czołg a później jazdę no i
wybuchła głupia kłótnia o to czy ja się tą kawalerią zdołam
gdziekolwiek dostawić. Na mój gust zrobiłbym to bez żadnych
problemów, wystarczyłoby aby walczył jeden koleś. Przeciwnika to
jednak nie satysfakcjonowało. Zabronił mi także jeszcze raz
wykonać szarży czołgiem-powiedział: "Już się ruszyłeś" Trochę
mnie to wqrwiło, ale niech mu będzie (tak na marginesie to koleś
był z Gdańska); suma sumarum zaszarżował tylko czołg a jazda
spaliła szarżę. Jednak nie wyglądało to wcale tak tragicznie
gdyż w następnej turzę będzie miał wspaniałą okazję aby wbić
się w bok wrogiej konnicy;), huntsmani nadal parli naprzód w
stronę magów. Magia bez rewelacji za to faza strzelania chyba
najlepsza w całym turnieju, zniszczyłem wrogą armatę a stem
tankowi zadałem 22 punkty uszkodzeń!!! eliminując go już
praktycznie z gry. Mój steam tank, mimo że zadał 4 impacty to
nie zabił nikogo (wysejvował wszystkie 4 na 4+). W jego turze z
mojej tylnej krawędzi wyszedł oddział white wolfów, steam tank
próbując wygenerować 5 steam pointów zniszczył siebie samego.
Dwa działa przeciwnika mogły jedynie strzelać po moich armatach,
ale i tak bez rezultau. Czołg został naszczęście lekko podrapany
przez konicę, tak więc i tak mógł wygenerować maksa. Decydujący
moment i czołg jeszcze raz w konnice, moja kawaleria również w
ten sam cel, ale z boku. Rzeź....... wroga jazda została
dosłownie rozbita w drobny pył, zmiażdzona pod kołami żelaznego
behemota. Jej szyki się załamały, widząc swą nieuchronną zagładę
wszyscy rycerze zaczęli ratować swe życie ucieczką ignorując
nawet nawoływania ich Wielkiego Mistrza. Jakimś cudem musieli
znaleć jakąś lukę w otaczającym ich pierścieniu stali bo zdołali
zbiec, wkrótce się zebrali, ale i tak moja kawaleria deptała im
po piętach. W końcu pojawili się moi handgunnersi, jeden oddział
wyszedł w pobliżu lasu z magami. Drugi zabezpieczył jedną
ćwiartkę. Problem nadal stanowiły dwie pozostałe jazdy
przeciwnika, odpaliłem do wolfów z dwóch dział i he he... z
volley guna no i zostało trzech. Ale i tak zdołali mi
zlikwidować jedno działo zanim kolejna salwa z hellblastera
dosłownie porozrywała ich na strzępy. Jeszcze raz zaszarżowałem
na resztki jego głownej jazdy i tym razem zostali całkowicie
wycięci w pień. Moja trzecia armata zlikwidowała ostatnie działo
przeciwnika. Huntsmani dostali się już do lasu i szykowali się
do polowania na magów. W kolejnej turze na pole boiwy przybyła
ostatnia jazda przeciwnika jednak w jej stronę już zmierzał mój
czołg;) Wrodzy magowie zostali już zaszarzowani-rozpoczęła się
eksterminacja. Koleś zaszarżował jeszcze na hellblastera, ale i
tak odpowiedziałem "flee" wobec czego pięknie się wystawił na
szarżę czołgu. Po raz kolejny dowódca ponaglił palaczy aby
dorzucili więcej węgla, tak że bojler aż się zatrząsł. Zaiste
prawie nic nie przetrwa szarży czołgu z maksymanego rozpędu.
Wpakowałem mu chyba z 11 impactów i z 8 kawalerzystów został
jeden, który i tak już się nie zebrał. Ostatnia tura zeszła na
dobijaniu magów, dzielni huntsmani spisali się na medal! Z armii
przeciwnika pozostało jedne wielkie NIC (nie licząc pozostałych
przy życiu samych załogantów od maszyn) Lojalni słudzy
Imperatora odniesli dziś wielki zwycięstwo, zdobywają 2600VP a
tracąc 325. Wynik oczywisty- 20:0 dla mnie.
V BITWA "Decydujące starcie"
No i stało się, miałem walczyć o pierwsze miejsce. Tak jak się
spodziewałem przeciwnikiem był Tomek Jarmoliński, który
prowadził ze swym migty Chaosem od początku. Różnica w punktach
była naprawdę niewielka, tak więc była to bitwa o wszystko.
W jego armii był oczywiście smok z wardem na 3+, mag na dysku,
heros undivided z helm of many eyes, dowodzący oddziałem sześciu
choosenów (sic); a ponadto: furie, screamers, jazda tzeentcha,
konni maruderzy. Na dodatek tego on jeszcze zaczął...
Najbardziej obawiałem się rzecz jasna smoka, chociaż spore
zagrożenie stanowiły furie i sreamersi. Smok wylądował blisko
lasu gdzie znajdowała się jedna armata, reszta flyersów (oprócz
dysku) zajęła pozycje do ataku na resztę moich dział. Na
szczęście w tej strefie były moje głowne siły, dlatego bardziej
martwiłem się drugą flankę. Jego magia była dość zaskakująca:
czary rzucał tylko lord, ale za to jak! Tomek najpierw wziął 5
kostek i rzucił 2D6 z siłą D6+1 na armatę=total power i zdejmuję
działo. Następnie czar zamieniajęcy moje modele w horrory na
hellblastera i znowu Total! Qrwa co to na być?!? na szczęcie
czar nie odniósł żadnego efektu. W mojej turze postanowiłem
uczynić wszystko aby pozbyć się tych cholernych lataczy. Po
furiach zostały jedynie dymiące szczątki gdy czołg przywalił im
z hellblastera. Gorzej było z screamersami, nie było jak tego
zablokować dlatego postanowiłem schować jedno działo za górkę,
aby mogło chociaż strzelić w następnej turze. Jego cholerny smok
zaczął sobie latać pomiędzy moimi jednostkami. Magia podobnie
jak poprzednio-jeden total i paru handgunnersów zginęło aby od
razu stanąc do walki z nowo powstałymi horrorami. Wyldował obok
oddziału handgunnów, zionął ze swych paszcz, jednak dzielne
trepy pod surowym spojrzeniem generała zachowały spokój. Oprócz
tego straciłem armatę w skutek szarży sreamersów, ale w mojej
turze znalazła się okazja na ich likwidację. Jednak przed
wszystkimi ruchami pierwszeństwo miał drobny i z założenia
banalny test terroru. Smok tak się ustawił, że musiało rzucać
dwóch magów, hellbalster i scouci. OK najwyżej nie zdam jednego,
ale to przekroczyło wszystkie moje oczekiwania bowiem oblałem
wszystkie rzuty! Na dodatek tego magowie wybiegli tuż pod zasięg
konnicy tzeencha! Zaczęło się nieźle kaszanić... Czołg ponownie
użył swej głównej broni i wpakował 24 hity screamersom, ale tak
jak się spodziewałem jeden przeżył. Kawaleria dalej trzymała
defensywną pozycję podczas gdy handgunersi zdołali obronić się
przed horrorami, wobec czego demony poznikały. Od jego trzeciej
tury sytuacja wyglądła tragicznie, konnica zlikwidowała magów,
groźba zagłady wisiała w powietrzu. Udało mi się jeszcze
wystrzelić z handgunnersów do maruderów, którzy nie zdali
paniki. Ale to tylko małe pocieszenie w stosunku do tego co
zaraz miało spotkać moją armię. Po stracie dwóch czarodziejów
stałem się całkowicie wrażliwy na ataki magią, dobiło mnie
jeszcze to, że mag na dysku rzucił na kawalerię D6 hitów z siłą
D6 i zadał 4 hity z S5 zabijając mi wszystkich czterech
rycerzy!!! (miałem save'y na 3+). Jednak w całym tym ferworze
walki dostrzegłem pewną szansę, mianowicie byłem w stanie
zaszarżować jazdą i czołgiem na jego choosenów z herosem (
trochę ryzykowne, ale napewno warte zachodu) jednak rycerze
chaosu odpowiedzieli ucieczką a ja spaliłem szarże. Teraz wogóle
chciałem się poddać, kiedy kawaleria dostała szarże w bok od
smoka. Na dodatek mag na dysku zaszarżował na czołg. I tu w tym
tak dramatycznym momencie na czoło jazdy wyszedł mag, który bez
wahania rzucił złowieszcemu lordowi wyzwanie. Chaośnik jedynie
zaśmiał się widząc łatwą zdobycz, ale co to? Jego ręce stały się
strasznie ciężkie od noszonej broni a ruchy powolne i ociążałe.
Tak działa von horstmann speclum, szkoda tylko, że nie wpływa na
ataki smoka, ale i tak zadał mi dzięki temu trzy rany. Byłem na -
1 jednak na 8 zdałem bez większych problemów. Czyżby moment
zwrotny? Okazało się, iż smok będzie miał duże problemy z
pokonaniem konnicy. Teraz dopiero swój miecz wyciągnął
Reiksmarshal, aby zmierzyć się z wrogiem w śmiertelnym
pojedynku. Atakowałem pierwszy i zadałem jeĽdĽcowi jedną ranę,
odpowiedzi smoka i lorda były bezowocne (mój grand master ma
armour save na 0+ a oprócz tego ward na 4+). Smok widząc, że ma
przed sobą tak strasznego przeciwnika postanowił nie ryzykować i
zaczął odlatywać. Jednak Wielki Mistrz nie zamierzał tego tak
zostawić, zmobilizował swych ludzi do pogoni, która pozostawiła
ze smoka krwawą miazgę, porozrzucaną po trawie. Od tego momentu
szale zwycięstwa przechyliły się na moją stronę, gdy zniknął
smok zagrożenie praktycznie było mninimalne jednak wciąż
istniało. Czołg został uszkodzony przez maga do 13 HP, jednak
zdołał wygenerować trzy punkty i jeszcze raz użył swej broni,
dysk został zlikwidowany, a mag nie wiem jakim cudem wyszedł z
tego cało (rzucał chyba z siedem razy na 5+). PóĽniej oczywiście
jeszcze raz uderzył na czołg tak, że zostało mu tylko 6 HP,
jednak to wystarczyło aby mu zadać d3 impacty, tym razemnie bez
żadnych cudów i zły czarodziej zginął pod kolami czołgu.
sądziłem, że jest już coś koło remisu, ale niespodzinka. W
piątej turze jazda z herosem, która poprzednio się zebrała nie
zdała teraz na głupotę herosa (helm of many eyes, przynajmniej
raz na bitwę powinien nie zdać;)) i bohater bezczynnie ruszył
się do przodu, tam gdzie szykowała się moja konnica na kolejny
atak. Ziemia aż drgnęła kiedy oddział imperialnej kawalerii
uderzył w zmiesznego herosa. rzuciłem challenge Grand Masterem,
imperialny generał bez problemów skrócił kolesia o głowę a ja z
overruna wpadłem w choosenów, którzy w między czasie byli
ostrzeliwani przez handgunnersów. Dzięki tej kooperacji z
wrogiej jazdy nic nie zostało gdy wpadła moja konnica. Nikt w to
jeszce nie wierzył, ale to co wydawało się niemożliwe stało się,
sztandarowy uniósł w górę zakrwawiony sztandar regimentu
dziękując Sigmarowi, że wszystko się dobrze skończyło. I tak oto
bitwa została rozstrzygnięta, ta, która od samego początku
wyglądła na przegraną. W trzeciej turze nie miałem dwóch magów i
wszystkich maszyn, także było bardzo ciężko. O bitwie
zadecydowała szarża smoka na kawalerię i doskonałe zastosowanie
von horstmann speculum. Z armii chaosu zosatła 4 knightów, 2
maruderów i jeden screamer. U mnie preżyła kawaleria, czołg,
huntsmani i regiment handgunnersów. Jatka była wielka i krwawa,
ale ostatecznie 17 do 3 dla mnie.
Mając 77p. z bitew +29/30 za malowanie +5/10 za test wiedzy ;)
wygrałem turniej, będąc jednocześnie najlepszym generałem.
pozdrw
Tomek "Brzoza" Brzozowski
|