Hail!

Dnia 6 i 7 września odbył się w Zielonej Górze turniej w battla. Wypadałoby rzec kilko słów o konwencie więc cóż... atmosfera 100% pełen luzik, brak przepychu znanego z Teleportu, porządne ubikacje;)

W samym turnieju wzięło udział 16 graczy, przyjechała ekipa z Wrocłwia, były osoby z Poznania a nawet z Miasta Neptuna. Mocarny Gorzów reprezentowałem JA oraz Szymon, któremu gratuluje zajęcia 6 miejsca.

Na turniej zabrałem moje ulubione Imperium w składzie:

Grand Master+Sword of Power+ E.Shield+ Holy Relic Battle Wizard 2lvl+warhorse+ dispel+ specullum Battle Wizard 2lvl+ 2 dispel sroll Battle Wziard 2lvl +dispel+ doomfire ring

12 handgunners 12 handgunners 10 Knigts of the inner circle+ CG+ war banner 5 huntsman +czempion

3 great cannon

1hellblaster steam tank wiadomo z hellblasterem


Co do rozpiski to byłem mało przygotowany, gdyż nie miałem okazji jej wcześniej przetestować, ale zdecydowałem powierzyć tę sprawę w ręce Sigmara, mając nadzieje, że wszystko przebiegnie bez większych problemów.

I BITWA

Przyszło mi ją stoczyć z kolesiem z Wrocka, który grał Lizardami. Jego rozpiska zrobiła na mnie całkiem spore wrażenie, mianowicie koncepcja całej armii opierała się na skirmish'u- 7 oddziałów skinków, 3x3Terradonty, kameleony, 6 salamandr, 3 magów oraz Saurus Lord, biegający killer z 9 szybkości... Naprawdę nie miałem pojęcia jak się do tego zabrać. Wygrałem rzut na rozpoczęcie, plan był taki, żeby zdjć mu jak najszybciej flyersów, a resztą martwić się później. Magia niestety bez żadnych rewelacji (przeciwnik miał 6 srolli!), strzelanie minimalnie lepiej, zabiłem dwa terradony, które i tak zdały panikę. Ciekawy był fakt, iż wszystkie ich trzy oddziały usytuowane zostały na jednej flance, na wprost moich hellblasterów. Tak więc ptaszki na maksa do przodu, licząc że wyminą kulki. Salamandry i skinki również zaczęły marsz w stronę jednej armaty i oddziału handgunnów. Z czarów wszystko zdispellowałem a przy strzelaniu nie było zasięgu. Nadszedł bardzo ważny moment, czołg wygenerował parę, jazda zajęła pozycja tak aby mogła w razie czego zaszarżować na salamandry. Lewa flnka nadal broniła się doskonale, zdołałem spanikować jeden oddział skinków (zostały jeszcze 4...) Przyszedł czas żeby hellblastery pokazały swoją destrukcyjną moc i udało to się w 100&!! Z trzech oddziałów Terradontów pozostał jeden jedyny model, który wykonał szarżę na hellblastera i go w drugiej turze walki zlikwidował. Jednak strata szybkich latających jednostek dała się wyraĽnie odczuć przeciwnikowi, praktycznie pozbawiła jego armię szybkości. Wielki saurus widząc zagładę dzielnych skinków i ich "wierzchowców" zapałał rządzą zemsty. Nie zważając na niebezpieczeństwo uniósł w górę swój oręż, odmówił chyba już ostatnią modlitwę do swych bogów i z głośnym rykiem popędził w stronę kawalerii. Dostawił się tak, że jedynie czempion mógł rzucić mu wyzwanie, oczywiście zginął, ale jaszczur i tak był na breaku, którego zdał. W następnej rundzie do walki przystał mag wykorzystując specullum (zamienił się z przeciwnikiem A, S, T, I), po krótkiej wymianie ciosów prastary gad był już na takim minusie, że podwinął swój ogon i zwiał tylko po to aby zostać wdeptanym w ziemię przez imperialną kawalerię, której oprócz tego udało się złapać w gonitwie salamandry. Czyli na prawej flance sytuacja była już opanowana jednak lewa strona przedstawiała się nieco gorzej. Murek, za którym stali handgunnersi ochronił ich przed strzałami skinków, ale nie salamandrami. W sumie straciłem armatę, maga i oddział handgunów zanim zdołałem przybyć na pomoc czołgiem i jazdą. Trzy oddziały skinków widząc buchającego parą stalowego potwora postanowiły uciec reszta zginęła pod kopytami jazdy. Bitwa była wygrana, z armii przeciwnika zostali trzej magowie i jedna salamandra. Wynik: 17 do 3 dla mnie.

II BITWA

Kolejny gość z Wrocławia, ale tym razem Skaveny. Muszę przyznać, że scenariusz w jaki grałem tę bitwę był chyba najgorszy (o ile nie najgłupszy) ze wszystkich. Mianowicie biegało o to, że ten kto wygra rzut kostkś wybiera: albo zaczyna pierwszy i wtedy wybiera też połowę, ale rozstawia sw armię pierwszą. Rzut wygrałem i postanowiłem zacząć. Problem tkwił w samym rozstawieniu bowiem stoły miały tylko 48'x48'. Chciałem jak najszybciej uderzyć w serce jego armii, oddziału plag monków z warlordem. Do trzeciej tury wszystko szło jak najlepiej, gdyby nie te je^*$#$%!!!! tunnelingi. Rozstawiłem magów w lesie wraz z huntsmenami tak aby nic ich nie mogło zaskoczyć. Okazało że się przeliczyłem i to bardzo. Szczurki nie dość że nie wyszły tam gdzie się spodziewałem to na dodatek zniosło ich 10' oczywiście w kierunku magów-po moich czarodziejach nie było już czego zbierać. I ten właśnie fakt zadecydował o mojej klęsce. Od razu dostałem łupnia z magii, Długo broniła się jazda, jednak wyniszczona walki z cancersamii ostrzałem z magii przestała istnieć. Dobrze, że nie straciłem chociaż Grand Mastera. Podobał mi się jednak moment kiedy samotną armatą i grupki czterech handgunnersów uadało mi się spanikować po strzale z kartacz regiment 25 clanratów! Wynik oczywiście był już przesądzony i pomimo faktu, że dużo mu jeszcze zdołałem zabić tym razem było 17 do 3 dla przeciwnika.

III BIWTA - kochane krasnale;)

Po drugiej walce miałem zaledwie 20 punkciorów ( o 20 za mało;)), ale dalej mogłem się liczyć w turnieju gdyż osoba prowadząca miała punktów 30. Bardzo chciałem teraz zagrać z armią, którą się przyjemnie "miażdży" i....... dostałem Dwarfy! grał nimi koleś z Zielonej, rozpiska baaaaaaaardzo klimatyczna: mighty hammers, clansmeni, thundersi, działko, bolty, katapulta i o dziwo raz organki. Standardowa 10 minersów i jacyś śmieszni herosi z Dwarf Lordem na czele. Zapowiadała się przednia zabawa, ale postanowiłem mimo to zachować ostrożność mając w pamięci bitwę Lorda von Szmajewskiego z Dwarfami na poprzednim teleporcie. W scenariuszu tym dodatkowym bajerem była "grudka" którą mógł wziść każdy charakter lub czempion i jeżeli utrzymał ją do końca bitwy, wtedy +600VP. Krasnoludy swoje wojsko podzieliły na dwie części z thundersami na górce pośrodku. Ja preferuję jednak inny rozkład sił i naprzeciwko hammersów z generałem stanęły moja kawaleria i stem tank. Działa rozmieściełem tak, by przynajmniej mogły zająć się wrogimi maszynami. Bitwa od początku do końca biegła po mojej myśli. Koleś zaczął, ale i tak nic mi nie zrobił. Przyjemny był fakt, że na środku stołu stał mały lasek, tuż obok objectivu, tak więc huntsmani a raczej ich szef od razu zajęli się zabezpieczeniem "cennego towaru" Kawaleria podniosław w górę swe sztandary, czołg aż zatrząsł się gdy para a mało co nie rozsadziła mu bojlera i słynna Pancerna Pięść generała Brzozy ruszyła po zwyciestwo. Wspomagana ostrzałem z armat ze stratą jednego kawalerzysty dostała się w pobliże krasnoludzkiego głównego regimentu. W turze magii zdołałem wysłać na drugą stronę runsmitha ( total power master of wood). W następnej turze krasnoludy widząc swoje rozpaczliwe położenie skupiły nędzne resztki sojej artylerii w stronę czołgu, ale zagłada ich wojsk zdawała się być nieunikniona. Z całym swoim impetem Imerialni Templariusze wbili się w regiment krasnoludów o srogich twarzach dierżących wiekie, oburęczne młoty. Czołg Jechał troszeczke wolniej dlatego zdaołał zająć pozycję do ataku na flankę hammersów. Mniej więcej w tej turze wykopali się minersi, jednak wystarcyły dwa strzały z kartaczy by posłać kolesi do piachu. Dalej wszystko potoczyło się z górki. Kawalerzyści wraz z Grandmasterem bezlitośnie wyrzezali hammersów, reszta strzelała do czego się dało. W swojej przedostatniej duże drugi regiment dwarfów rozpoczął swój barwurowy marsz przez istną dolinę śmierci;) po dwóch salwach z obu handgunnów i hellblastera, z regimentu ostał się jedynie runsmith, któremu z jedną raną udało się uciec od tej masakry. Jazda swoją robotę zakończyła w piątej turze: hammersi zostali wybici do nogi a lord zginą od pościgu. Niestety dwie tury ostrzału czołgu zniszczyły stalowego behemota, ale i tak niczego to nie przesądziło. Jeszcze tylko ostatnia moja tura i zniszczenie kolejnych dwóch maszyn i mogliśmy sobie podać rękę. Moje straty to czołg i jedna armata oraz mag (zginął w pojedynku z lordem), z armii przeciwnika został boltthrower, runsmith i paru thundersów. Oprócz tego dostałem dodatkowe 600VP za kontrolowanie rudy. Ostatecznie 20 do 0 dla mnie.

Zwycięstwo to podniosło mnie lekko na duchu gdyż wciąż nie miałem tak dużej straty do prowadzącego -tylko 10p. Reszta dnia a raczej nocy zleciała na wspólnym ognisku, oglądaniu filmów i graniu na kompie w Unreal'a;), mimo to spałem całkiem dobrze.

Bitwa IV

Bratobójcza bitwa - Imperium vs. Imperium. Przeciwnik miał trzy jazdy po 8 (w tym white wolfs), 3 cannony, czołg z hellblasterem , grandmastera i trzech, (?) pierwszopoziomowych magów. Graliśmy w scenariusz, gdzie przed bitwą należało wybrać od 2 do 4 oddziałów, które będą wychodzić w następnych turach. Jego rozpiska nie była zbyt mobilna, a na dodatek dwie kawalerie musiały odejść. Ja byłem w troche korzystniejszej sytuacji, gdyż wystawiłem handgunnersów. Wojska rebeliantów zajęły swe pozycje, na jednym skrzydle stanęła kawaleria wraz ze swoim generałem, dalek na drugiej flance stanął za lasem czołg. Magowie pochowali się w lesie a działa zostały rozmieszczone na całej lini. Z kolei u mnie rozstawienie wyglądało tak: Na przeciw jego kawalerii stanął czołg oraz moja jazda. Działa ustawiłem tak, bym był w stanie strzelić do steam tanka. Huntsmani ulokowali się na przeciwko wrogich magów, tak by zajęło im tylko trzy tury dojście do nich. O moich czarodziejów tym razem nie musiałem się martwić gdyż również stali bezpiecznie w lesie. Rzut na rozpoczęcie wygrałem ja, tak więc miarka w dłoń i do dzieła! Czołg zajął pozycję tak aby mógł szarżować w następnej turze na jego kawalerię. Moja konnica również się ruszyła jednak pozostała nieco w tyle. Na magię nie miałem co liczyć (miał sześć srolli), a strzelanie wypadło beznadziejnie:( jedno działo missfire, w pozostałych kule się dalej nie potoczyły... tyle, że przeciwnik już miał pewne problemy. Zorientował chyba się, że jego czołg stał zdecydowanie za daleko od zbliżającego się niuchronnie miejsca konfliktu. Wyjechał z lasu, i przyszykował się do ostrzału mojego hellblastera, którego a propos wystawiłem mniej więcej na środku. Jego strzelanie okazało się równie niefortunne co moje tak też pierwszą turę zakończylśmy bezkrwawo. Druga tura i pojawia się doskonała okazja: zarówno czołg jak i moja kawalerią mogą wspólnie zaszarżować na jego konnicę. Wygenerowałem maks pary i zadeklarowałem obie szarże. I tu pojawiły się problemy: mianowicie najpierw przesunąłem czołg a później jazdę no i wybuchła głupia kłótnia o to czy ja się tą kawalerią zdołam gdziekolwiek dostawić. Na mój gust zrobiłbym to bez żadnych problemów, wystarczyłoby aby walczył jeden koleś. Przeciwnika to jednak nie satysfakcjonowało. Zabronił mi także jeszcze raz wykonać szarży czołgiem-powiedział: "Już się ruszyłeś" Trochę mnie to wqrwiło, ale niech mu będzie (tak na marginesie to koleś był z Gdańska); suma sumarum zaszarżował tylko czołg a jazda spaliła szarżę. Jednak nie wyglądało to wcale tak tragicznie gdyż w następnej turzę będzie miał wspaniałą okazję aby wbić się w bok wrogiej konnicy;), huntsmani nadal parli naprzód w stronę magów. Magia bez rewelacji za to faza strzelania chyba najlepsza w całym turnieju, zniszczyłem wrogą armatę a stem tankowi zadałem 22 punkty uszkodzeń!!! eliminując go już praktycznie z gry. Mój steam tank, mimo że zadał 4 impacty to nie zabił nikogo (wysejvował wszystkie 4 na 4+). W jego turze z mojej tylnej krawędzi wyszedł oddział white wolfów, steam tank próbując wygenerować 5 steam pointów zniszczył siebie samego. Dwa działa przeciwnika mogły jedynie strzelać po moich armatach, ale i tak bez rezultau. Czołg został naszczęście lekko podrapany przez konicę, tak więc i tak mógł wygenerować maksa. Decydujący moment i czołg jeszcze raz w konnice, moja kawaleria również w ten sam cel, ale z boku. Rzeź....... wroga jazda została dosłownie rozbita w drobny pył, zmiażdzona pod kołami żelaznego behemota. Jej szyki się załamały, widząc swą nieuchronną zagładę wszyscy rycerze zaczęli ratować swe życie ucieczką ignorując nawet nawoływania ich Wielkiego Mistrza. Jakimś cudem musieli znaleć jakąś lukę w otaczającym ich pierścieniu stali bo zdołali zbiec, wkrótce się zebrali, ale i tak moja kawaleria deptała im po piętach. W końcu pojawili się moi handgunnersi, jeden oddział wyszedł w pobliżu lasu z magami. Drugi zabezpieczył jedną ćwiartkę. Problem nadal stanowiły dwie pozostałe jazdy przeciwnika, odpaliłem do wolfów z dwóch dział i he he... z volley guna no i zostało trzech. Ale i tak zdołali mi zlikwidować jedno działo zanim kolejna salwa z hellblastera dosłownie porozrywała ich na strzępy. Jeszcze raz zaszarżowałem na resztki jego głownej jazdy i tym razem zostali całkowicie wycięci w pień. Moja trzecia armata zlikwidowała ostatnie działo przeciwnika. Huntsmani dostali się już do lasu i szykowali się do polowania na magów. W kolejnej turze na pole boiwy przybyła ostatnia jazda przeciwnika jednak w jej stronę już zmierzał mój czołg;) Wrodzy magowie zostali już zaszarzowani-rozpoczęła się eksterminacja. Koleś zaszarżował jeszcze na hellblastera, ale i tak odpowiedziałem "flee" wobec czego pięknie się wystawił na szarżę czołgu. Po raz kolejny dowódca ponaglił palaczy aby dorzucili więcej węgla, tak że bojler aż się zatrząsł. Zaiste prawie nic nie przetrwa szarży czołgu z maksymanego rozpędu. Wpakowałem mu chyba z 11 impactów i z 8 kawalerzystów został jeden, który i tak już się nie zebrał. Ostatnia tura zeszła na dobijaniu magów, dzielni huntsmani spisali się na medal! Z armii przeciwnika pozostało jedne wielkie NIC (nie licząc pozostałych przy życiu samych załogantów od maszyn) Lojalni słudzy Imperatora odniesli dziś wielki zwycięstwo, zdobywają 2600VP a tracąc 325. Wynik oczywisty- 20:0 dla mnie.

V BITWA "Decydujące starcie"

No i stało się, miałem walczyć o pierwsze miejsce. Tak jak się spodziewałem przeciwnikiem był Tomek Jarmoliński, który prowadził ze swym migty Chaosem od początku. Różnica w punktach była naprawdę niewielka, tak więc była to bitwa o wszystko. W jego armii był oczywiście smok z wardem na 3+, mag na dysku, heros undivided z helm of many eyes, dowodzący oddziałem sześciu choosenów (sic); a ponadto: furie, screamers, jazda tzeentcha, konni maruderzy. Na dodatek tego on jeszcze zaczął... Najbardziej obawiałem się rzecz jasna smoka, chociaż spore zagrożenie stanowiły furie i sreamersi. Smok wylądował blisko lasu gdzie znajdowała się jedna armata, reszta flyersów (oprócz dysku) zajęła pozycje do ataku na resztę moich dział. Na szczęście w tej strefie były moje głowne siły, dlatego bardziej martwiłem się drugą flankę. Jego magia była dość zaskakująca: czary rzucał tylko lord, ale za to jak! Tomek najpierw wziął 5 kostek i rzucił 2D6 z siłą D6+1 na armatę=total power i zdejmuję działo. Następnie czar zamieniajęcy moje modele w horrory na hellblastera i znowu Total! Qrwa co to na być?!? na szczęcie czar nie odniósł żadnego efektu. W mojej turze postanowiłem uczynić wszystko aby pozbyć się tych cholernych lataczy. Po furiach zostały jedynie dymiące szczątki gdy czołg przywalił im z hellblastera. Gorzej było z screamersami, nie było jak tego zablokować dlatego postanowiłem schować jedno działo za górkę, aby mogło chociaż strzelić w następnej turze. Jego cholerny smok zaczął sobie latać pomiędzy moimi jednostkami. Magia podobnie jak poprzednio-jeden total i paru handgunnersów zginęło aby od razu stanąc do walki z nowo powstałymi horrorami. Wyldował obok oddziału handgunnów, zionął ze swych paszcz, jednak dzielne trepy pod surowym spojrzeniem generała zachowały spokój. Oprócz tego straciłem armatę w skutek szarży sreamersów, ale w mojej turze znalazła się okazja na ich likwidację. Jednak przed wszystkimi ruchami pierwszeństwo miał drobny i z założenia banalny test terroru. Smok tak się ustawił, że musiało rzucać dwóch magów, hellbalster i scouci. OK najwyżej nie zdam jednego, ale to przekroczyło wszystkie moje oczekiwania bowiem oblałem wszystkie rzuty! Na dodatek tego magowie wybiegli tuż pod zasięg konnicy tzeencha! Zaczęło się nieźle kaszanić... Czołg ponownie użył swej głównej broni i wpakował 24 hity screamersom, ale tak jak się spodziewałem jeden przeżył. Kawaleria dalej trzymała defensywną pozycję podczas gdy handgunersi zdołali obronić się przed horrorami, wobec czego demony poznikały. Od jego trzeciej tury sytuacja wyglądła tragicznie, konnica zlikwidowała magów, groźba zagłady wisiała w powietrzu. Udało mi się jeszcze wystrzelić z handgunnersów do maruderów, którzy nie zdali paniki. Ale to tylko małe pocieszenie w stosunku do tego co zaraz miało spotkać moją armię. Po stracie dwóch czarodziejów stałem się całkowicie wrażliwy na ataki magią, dobiło mnie jeszcze to, że mag na dysku rzucił na kawalerię D6 hitów z siłą D6 i zadał 4 hity z S5 zabijając mi wszystkich czterech rycerzy!!! (miałem save'y na 3+). Jednak w całym tym ferworze walki dostrzegłem pewną szansę, mianowicie byłem w stanie zaszarżować jazdą i czołgiem na jego choosenów z herosem ( trochę ryzykowne, ale napewno warte zachodu) jednak rycerze chaosu odpowiedzieli ucieczką a ja spaliłem szarże. Teraz wogóle chciałem się poddać, kiedy kawaleria dostała szarże w bok od smoka. Na dodatek mag na dysku zaszarżował na czołg. I tu w tym tak dramatycznym momencie na czoło jazdy wyszedł mag, który bez wahania rzucił złowieszcemu lordowi wyzwanie. Chaośnik jedynie zaśmiał się widząc łatwą zdobycz, ale co to? Jego ręce stały się strasznie ciężkie od noszonej broni a ruchy powolne i ociążałe. Tak działa von horstmann speclum, szkoda tylko, że nie wpływa na ataki smoka, ale i tak zadał mi dzięki temu trzy rany. Byłem na - 1 jednak na 8 zdałem bez większych problemów. Czyżby moment zwrotny? Okazało się, iż smok będzie miał duże problemy z pokonaniem konnicy. Teraz dopiero swój miecz wyciągnął Reiksmarshal, aby zmierzyć się z wrogiem w śmiertelnym pojedynku. Atakowałem pierwszy i zadałem jeĽdĽcowi jedną ranę, odpowiedzi smoka i lorda były bezowocne (mój grand master ma armour save na 0+ a oprócz tego ward na 4+). Smok widząc, że ma przed sobą tak strasznego przeciwnika postanowił nie ryzykować i zaczął odlatywać. Jednak Wielki Mistrz nie zamierzał tego tak zostawić, zmobilizował swych ludzi do pogoni, która pozostawiła ze smoka krwawą miazgę, porozrzucaną po trawie. Od tego momentu szale zwycięstwa przechyliły się na moją stronę, gdy zniknął smok zagrożenie praktycznie było mninimalne jednak wciąż istniało. Czołg został uszkodzony przez maga do 13 HP, jednak zdołał wygenerować trzy punkty i jeszcze raz użył swej broni, dysk został zlikwidowany, a mag nie wiem jakim cudem wyszedł z tego cało (rzucał chyba z siedem razy na 5+). PóĽniej oczywiście jeszcze raz uderzył na czołg tak, że zostało mu tylko 6 HP, jednak to wystarczyło aby mu zadać d3 impacty, tym razemnie bez żadnych cudów i zły czarodziej zginął pod kolami czołgu. sądziłem, że jest już coś koło remisu, ale niespodzinka. W piątej turze jazda z herosem, która poprzednio się zebrała nie zdała teraz na głupotę herosa (helm of many eyes, przynajmniej raz na bitwę powinien nie zdać;)) i bohater bezczynnie ruszył się do przodu, tam gdzie szykowała się moja konnica na kolejny atak. Ziemia aż drgnęła kiedy oddział imperialnej kawalerii uderzył w zmiesznego herosa. rzuciłem challenge Grand Masterem, imperialny generał bez problemów skrócił kolesia o głowę a ja z overruna wpadłem w choosenów, którzy w między czasie byli ostrzeliwani przez handgunnersów. Dzięki tej kooperacji z wrogiej jazdy nic nie zostało gdy wpadła moja konnica. Nikt w to jeszce nie wierzył, ale to co wydawało się niemożliwe stało się, sztandarowy uniósł w górę zakrwawiony sztandar regimentu dziękując Sigmarowi, że wszystko się dobrze skończyło. I tak oto bitwa została rozstrzygnięta, ta, która od samego początku wyglądła na przegraną. W trzeciej turze nie miałem dwóch magów i wszystkich maszyn, także było bardzo ciężko. O bitwie zadecydowała szarża smoka na kawalerię i doskonałe zastosowanie von horstmann speculum. Z armii chaosu zosatła 4 knightów, 2 maruderów i jeden screamer. U mnie preżyła kawaleria, czołg, huntsmani i regiment handgunnersów. Jatka była wielka i krwawa, ale ostatecznie 17 do 3 dla mnie.

Mając 77p. z bitew +29/30 za malowanie +5/10 za test wiedzy ;) wygrałem turniej, będąc jednocześnie najlepszym generałem.

pozdrw
Tomek "Brzoza" Brzozowski


© 1999-2004 KLUB GIER BITEWNYCH "ROGATY SZCZUR"